Wyjazdy
W pogoni za gotykiem... | W pogoni za gotykiem... |
|
|
| 02.01.2009. | |
|
„O czymże dumać na paryskim bruku…” pisał A. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”. Oj, jest o czym! I my, klasa II B wraz z częścią klasy II D wiemy to najlepiej. Tyle, że A. Mickiewicz, będąc na paryskiej emigracji, tęsknił za ojczyzną i pragnął do niej wrócić. My zaś zmęczeni szkolną codziennością, siedząc w ławkach, zamykamy oczy i marzymy o powrocie do Paryża, miasta niezwykłego. Miasta. w którym spełniają się marzenia.. Jak mawiała Joséphine Baker, mamy tylko dwie miłości: nasz kraj i Paryż. Już od września 2007 r. nie opuszczała nas ekscytacja wycieczką. Nie mogliśmy spać, jeść i uczyć się historii. Comiesięczne raty nie miały końca. Lista prezentów dla rodziny sporządzona już w październiku, w ciągu roku zdążyła się zgubić. Pod koniec semestru ekscytacja minęła. Przed oczami stanęły nam oceny semestralne i groźba rodziców: nie zdasz, nie jedziesz! I co? Zdaliśmy i to wszyscy. Mijał miesiąc za miesiącem... aż w końcu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień – 23 października 2008 r. Szczęśliwy dzień! Zbiórka – 11.30. Oczywiście, niektórzy zaspali, inni przyszli na miejsce zbiórki 2 godziny przed czasem, innych zaś ogarnął paniczny strach przed terrorystami i metrem. Bagaże, poduszki, śpiwory, paszporty, komórki i całą resztę bałaganu opanować musiała pani Studzińska, pani Pietruczuk, pan Wilkus i pan Sulkowski. Należy im się ogromny, ale to naprawdę ogromny podziw. Trudno zapanować nad 45 podekscytowanymi osobami i ich paszportami. Aż w końcu – ruszyliśmy. Kwestię podróży z grzeczności należałoby pominąć. Chyba nikt nie chce czytać o tym, co działo się w ogromnym, ciasnym i przepełnionym 45 osobami autokarze. Poprzestańmy na tym, że było miło i sympatycznie. Obejrzeliśmy mnóstwo filmów i przeważnie staraliśmy się spać. Pominę także fakt, jak wyglądaliśmy po 24- godzinnej podróży. Dobrze, że w autokarze nie było luster.
Nasza przygoda z Paryżem trwała 4 pełne dni. Nie było szansy, żeby nie zaprzyjaźnić się z historią Francji. A przyjaźń tę rozpoczęliśmy od zwiedzenia Conciergerie – politycznego więzienia, w którym podczas Rewolucji Francuskiej przetrzymywana była Maria Antonina oraz Maksymilian Robespierre. Podążaliśmy miejscami przesiąkniętymi historią - tajemniczymi, zachwycającymi, nieraz budzącymi niepokój i strach. Podążaliśmy śladami francuskich królów mi.: Ludwika XIV, Ludwika XV oraz Ludwika XVI. W związku z tym nie mogliśmy wyjechać spokojnie z Francji nie widząc barokowego, pełnego przepychu, kunsztownego pałacu w Wersalu. Jego komnaty zadziwiały i przytłaczały jednocześnie. Wersalski ogród przeniósł nas do dawnych lat i pozwolił wyobrazić sobie spacerujących alejkami królów i ich damy. Jednak nasz maraton Katedr Notre-Dame nie miał końca. Nadszedł czas, aby zobaczyć najznakomitszą, największą paryską katedrę Notre-Dame, znaną z bajkowej postaci dzwonnika, którego każdy z nas pamięta z dzieciństwa. Największym zainteresowaniem cieszył się tzw. „pult zew” znajdujący się przed katedrą, na którym należało obrócić się 3 razy, aby powrócić w przyszłości do Paryża. Wnętrze paryskiej katedry wzbudza zachwyt. W końcu nadszedł czas na najbardziej wyczekiwany punkt programu, ujrzenie etykiety Francji – Wieży Eiffla. Pod Wieżę Eiffla dotarliśmy po południu. Wchodzenie zajęło nam tyle czasu, że będąc na szczycie obserwować mogliśmy zachód słońca. Gdy znów stanęliśmy na ziemi, zastała nas noc. Wdrapanie się na szczyt dla niektórych było bardzo bolesne. Parę osób żyło do tej pory w słodkiej nieświadomości, że ma lęk wysokości. Tak więc podczas wycieczki nauczyliśmy się zwalczać strach nie tylko przed metrem i terrorystami, ale także niektórzy zmuszeni byli do pokonania lęku wysokości. Jednak widok na panoramę Paryża z Wieży Eiffla był bezcenny. W ciągu kolejnych dni odwiedziliśmy Luwr, w którym niektórzy zaczarowani i zafascynowani sztuką, zgubili się. Podobno Paryż jest na tyle duży, żeby się zgubić, ale i na tyle mały zarazem, żeby móc coś dla siebie znaleźć. W podróży po świecie sztuki towarzyszył nam przesympatyczny pan przewodnik. Chyba każdy z nas wspomina go z ogromnym sentymentem. Ujrzeliśmy wiele wybitnych dzieł, jednak najbardziej wyczekiwanym obrazem był portret Mona Lisy. Kolejnym muzeum, które mieliśmy szansę zwiedzić, było muzeum d’Orsay, w którym podziwialiśmy mi. obrazy Van Ghoga. Na szczęście tym razem nikt się nie zgubił. Podążając drogą sztuki i malarstwa udaliśmy się do jego źródła, miejsca skąd pochodzą obrazy najwybitniejszych malarzy – do dzielnicy Montmartre. Przesiąknięci atmosferą wąskich uliczek, otoczeni małymi kawiarenkami zapraszającymi do środka, obserwując artystów malujących obrazy, daliśmy się ponieść urokowi tej dzielnicy. Kilka uliczek dalej ujrzeliśmy sławny na całym świecie kabaret Moulin Rouge. A zaraz potem, idąc w stronę metra, przeszliśmy wzdłuż Placu Pigalle. Ku naszemu rozczarowaniu, wcale nie było tam kasztanów.. żadnych kasztanów. Poczuliśmy się trochę oszukani przez Klosa twierdzącego, że „Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle.” Nadszedł w końcu czas na chwilę refleksji i zadumy na cmentarzu Pere Lachaise.
Pozostawiliśmy tam po sobie ślad, stawiając znicze na grobie Fryderyka Chopina oraz Edith Piaf. Mieliśmy szanse obejrzeć grobowce przedstawiające różnorodne style architektoniczne. Uwieńczeniem całego trudu wycieczki był niesamowity rejs nocą po Sekwanie, który pozwolił nam poczuć całą magię tego niesamowitego i pełnego tajemnic miasta – Paryża. Oczywiście mieliśmy także okazję przespacerować się najdroższymi ulicami Paryża – ujrzeć ekskluzywne sklepy z biżuterią i ubraniami. Jak pisał Mickiewicz: „Bo Paryż często mody odmianą się chlubi, a co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. I tym razem tak było. Ostatniego dnia w ośrodku czekała na nas niespodzianka – ksiądz przygotował dla nas degustację ślimaków. Nie każdy jednak miał odwagę spróbować.
|
|
| Zmieniony ( 31.01.2009. ) |




